„Morten z Grunwaldu”

Gang Olsena (duń. Olsen-banden) - seria czternastu duńskich kryminalnych komedii filmowych (1968-1998), opowiadających o fikcyjnym duńskim gangu, sympatycznych przestępców-nieudaczników, do którego należy trójka przyjaciół - Egon Olsen, Kjeld Jensen i Benny Frandsen.

Pierwsze trzynaście filmów reżyserował Erik Balling, scenariusze pisali Henning Bahs i Erik Balling. Po siedemnastu latach przerwy nakręcono ostatni, czternasty film, reżyserowany przez Toma Hedegaarda i Mortena Arnfreda, w trakcie realizacji którego zmarł aktor grający rolę Kjelda. W 2001 roku powstał film opowiadający o młodzieńczych latach gangu Olsena, jednak przez wielu nie został on uznany za oficjalną część serii (przede wszystkim z powodu zmiany obsady). W 2010 roku premierę w Danii miał film rysunkowy o dalszych przygodach gangu Olsena, Gang Olsena wraca do gry.

Większość filmów rozpoczyna się sceną opuszczania więzienia przez szefa gangu Egona Olsena, który następnie ogłasza oczekującym na niego kompanom kolejny ambitny, drobiazgowo opracowany i „genialny” plan, mający uczynić ich milionerami. Plan opiera się często na pomysłowym wykorzystaniu zwyczajnych przedmiotów oraz psychologii. Ofiary nie budzą sympatii widzów, są nimi często osoby lub korporacje, które nie uzyskały pieniędzy w sposób uczciwy. Mimo udanego skoku, coś na ogół z różnych powodów zawodzi i członkowie gangu tracą łup, a film zwykle kończy się powrotem Olsena do więzienia.

Morten Grunwald

O odejściu Mortena Grunwalda – ostatniego członka niezrównanego zespołu autorów i wykonawców „Gangu Olsena” napisano już wszystko, a uczynili to bliżsi duńskiego światka filmowego i bardziej kompetentni w ocenianiu owej plejady talentów ostatniego półwiecza. Bo to przecież właśnie w tym roku celebrowano hucznie pięćdziesięciolecie powstania pierwszego filmu o owym arcysympatycznym „gangu”. I trzeba trafu, że właśnie w tym roku i niemal dokładnie w czasie gdy Duńczycy celebrują „Mortensaften” (dzień św. Marcina), odszedł niezapomniany Morten Grunwald vel ulubieniec publiczności „Benny Frandsen”. Chyba najsympatyczniejszy z owego zespołu twórców duńskiej sztuki filmowej, by wymienić tylko najważniejszych: reżyser: Erik Balling, scenarzysta: Henning Bahs, aktorzy: Ove Sprogøe, Poul Bundgaard, Kirsten Walther i właśnie – ostatni na posterunku – Morten Grunwald.

Autorowi tych słów dane było, bodaj w roku 1998, być tłumaczem ekipy polskich radiowców wizytującej Kopenhagę w związku z jakimś radiowym konkursem wiedzy o Danii. Konkursem, którego główną nagrodą była wycieczka do Kopenhagi. Goście zwiedzali studia Nordisk Film w Valby, gdzie doszło do interesującego spotkania ze znanymi osobistościami duńskiego filmu. Przyjmował nas Henning Bahs filmowiec-perfekcjonista, genialny pomysłodawca gagów, dowcipów czy sytuacji niezrównanych w swej prostocie i celności; w myśl starej recepty na arcydzieło: maksimum treści przy minimum środków.

Do towarzystwa przyłączył się, będący akurat w studiu, Morten Grunwald, niezapomniany „Benny” a Wasz felietonista, przysięgły wielbiciel „Gangu Olsena”, nie mógł się powstrzymać od przytaczania co błyskotliwszych słów, określeń czy cytatów z wiekopomnego serialu, a pamiętał ich co nie miara! Przyjazna atmosfera zaowocowała wspomnieniami wszystkiego, co mogło gospodarzy ze wschodnią Europą łączyć. H. Bahs opowiadał o mniej sympatycznych kontaktach duńskich filmowców z niesławnej pamięci władcami NRD podczas odwiedzin wschodniego Berlina. Np. jak to Duńczycy wyperswadowali „bohaterom z berlińskiego muru” propozycję bliższego powitania przez osławione STASI, które chciało wcielić się w rolę dobrodusznych kopenhaskich policjantów i eskortować gości aż na przygotowaną scenę. Obaj panowie podkreślali natomiast popularność „gangu” i gorące przyjęcie zgotowane Duńczykom przez NRD-owską publiczność.

Natomiast Morten Grunwald, tak się rozbawił naśladowaniem jego gestów i powiedzonek, że oświadczył, iż on także ma w sobie coś z polskości. Przypomniał, że jego ojciec Karl Frederik Grunwald, mieszkaniec Mazur, czyli ówczesnych Prus Wschodnich, tak się zraził pełną nienawiści atmosferą panującą podczas plebiscytu w roku 1921, że „…zapakował dobytek na rower i wywędrował do Danii”.

Dodajmy, że nasz sympatyczny gospodarz wiedział też doskonale do jakiego to historycznego wydarzenia nawiązuje jego nazwisko, a warto pamiętać, że znajomość polskiej historii nie jest bynajmniej w tych stronach powszechna!

Żegnaj „Benny”! Długo będziemy o Tobie i całym „gangu” pamiętać! Zasłużyliście na to stokrotnie!

„Klawo jak cholera!” czyli „Skiiiiide godt!” w oryginale i „Mächtig gewaltig!” po niemiecku.

Adam be

IP 104 2019

Udostępnij artykuł:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Warto przeczytać

Jarosław Iwaszkiewicz w Danii

– Wybieram się na pewien czas do Danii.

– Do Danii?

Tak. Obiecuję sobie dużo dobrego po tej podróży. Tylko przypadkiem nigdy tam nie dotarłem, choć w ciągu całej młodości byłem tak blisko granicy, a jednak od dawna znałem i kochałem ten kraj. Musiałem odziedziczyć tę skłonność północną po ojcu, gdyż matka moja wolała właściwie bellezzę, o ile wszystko nie było jej obojętne…

Thomas Mann, „Tonio Kröger”

Lolland-Falster

Na południe od Zelandii leżą wyspy Lolland i Falster. Oddzielone wąskim pasmem morskim (Guldborgsund), od dawna połączone mostami, stanowią jakby jedną całość…

5 maja 1945 r. Klintholm Havn

W dniu wyzwolenia Danii spod niemieckiej okupacji, 5 maja 1945 roku, do nabrzeża w małym duńskim porcie Klintholm Havn przybiła barka węglowa „Breslau” z 370 bliskimi śmierci głodowej więźniami niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof.