Po obu stronach przerwy – dwie premiery Opery w Kopenhadze

W ciągu ostatnich dwóch lat przyzwyczailiśmy się do ciągłych odwoływań przedstawień. Raz po raz zamykano teatry, i to na wiele miesięcy. Tak było też na przełomie 2021 i 2022 roku. Na zdjęciu: Jacob Skov Andersen jako Don Ottavio, Mandy Friedrich jako Donna Anna i Sine Gundgaard jako Donna Elwira (z Don Juana). Zdjęcie: Camilla Winther

Zawieszenie działalności teatrów z początkiem grudnia pozwoliło jedynie na zaledwie kilkukrotną prezentację nowej wersji „Balu Maskowego” Verdiego na scenie Opery w Kopenhadze. Gdy 1 lutego teatry otwarto na nowo, mieliśmy okazję – z drobnym opóźnieniem – powitać nową wersję „Don Juana” Mozarta.

„Bal maskowy” zdołała oglądnąć jedynie mała garstka słuchaczy, a szkoda, bo było to przedstawienie bardzo oryginalne i świetnie śpiewane. Z polskiego punktu widzenia było też ono o tyle ciekawe, że wyreżyserowane przez młodą Polkę, Karolinę Sofulak, której przedstawienia cieszą się dużym powodzeniem. W roku 2018 otrzymała ona europejska nagrodę reżyserii operowej (European Opera Directing Prize).

„Bal maskowy” Verdiego, dzieło napisane w roku 1859, to doskonała synteza stylów serio i buffo. Nosi też na sobie ślady fascynacji francuską grand opera. Sednem dramatu jest historyczny fakt zamachu na króla szwedzkiego podczas balu maskowego na dworze. Akcja opery musiała jednak wielokrotnie ulec zmianie, bo cenzura nie mogła przyzwolić na pokazanie autentycznego spisku, którego ofiarą ma paść osoba władcy. Po wielu zmianach „wylądowano” na kompromisowej wersji przeniesienia akcji opery do Ameryki, ofiarą zamachu został więc gubernator Bostonu.

W tej wersji opera funkcjonowała przez wiele dziesięcioleci. W naszych czasach powraca się jednak do wersji pierwotnej, przenosząc akcję z powrotem na dwór szwedzki. Fascynująca scenografia wersji kopenhaskiej nasuwała bardzo silne skojarzenia z wagnerowskim „Holendrem tułaczem” – ciemne wnętrza, szare morze z krzywymi masztami na wpół zatopionych statków – wszystko to nadawało przedstawieniu atmosferę tajemniczości, również tych tajemnic, które kryje dusza ludzka. Na tym tle wesołe przyśpiewki pazia Oskara wydawały się nie bardzo na miejscu, natomiast karykaturalne postaci spiskowców dalekie były od realiów dworskiej etykiety.

Na szczęście wielkie arie głównych bohaterów trafiały do widza niezależnie od udziwnienia narracji scenicznej. Dramatyczny akt drugi: scena z wróżką Ulriką, a potem spotkanie zakochanych na cmentarnym ustroniu, pełne było przepięknej, wstrząsającej muzyki i autentyzmu uczuć. Również kontrast zawarty w scenie balu w ostatnim akcie: taniec kontra zabójstwo, robi wielkie wrażenie – w wersji kopenhaskiej również i tu na scenie umiejscowiono statek-widmo, szklany i rozpryskujący się w takt końcowych fragmentów muzyki.

Przedstawienie miało wyjątkowo dobrze dobraną obsadę: w roli Króla Gustava usłyszeliśmy włoskiego tenora Matteo Lippi, jego rywalem, zdradzonym mężem, był duński baryton Johan Reuter. Amelię śpiewała wspaniała Gisele Stile, w roli Oscara usłyszeliśmy niemiecki sopran koloraturowy Rainelle Krause. Do tego dodać należy atrakcyjne partie chóralne, między innymi kilka brawurowych chórów męskich. Dyrygował Paulo Carignani.

1 Gisela Stille jako Amelia (Bal Maskowy)
2 Król Gustav (Matteo Lippi) oraz Oscar (Rainelle Krause), Bal Maskowy
3 Scena zbiorowa z ostatniego aktu Balu Maskowego
Zdjęcia: Camilla Winther

Po dwumiesięcznej przerwie wznowiono działalność premierą Mozartowskiego „Don Juana”. Nie mogę się nadziwić, dlaczego przestało się używać właściwego tytułu tej opery: „Don Giovanni” – czyżby z obawy, że publiczność łatwiej zwabić do teatru postacią znaną i od dawna fascynującą? Akcję przeniesiono do naszych czasów i umieszczono w hotelu – w pokojach, w recepcji, w sali bankietowej, na zapleczu. Wszystkie występujące osoby to goście hotelowi, liczne windy stanowią idealne miejsce ucieczki przed prześladowcami, a i różnice stanu między postaciami nobliwymi a „ludem” są łatwo wytłumaczalne na tle anonimowości turystów. W hotelu można się ukryć, tu jest się poniekąd zawsze kimś „innym”, kimś zamaskowanym.

Mozart nazwał swą operę „Dramma giocoso”- poniekąd absurdalne określenie: „wesoła tragedia”. Ale jest właśnie tak: porywcza akcja przesuwa się z miejsca na miejsce, od nastroju do nastroju: od zabójstwa do przebieranek i ucieczek. Pewne postacie (Donna Anna, Donna Elwira i Don Ottavio) reprezentują tragedię a tym samym stylistycznie operę seria, to dla nich Mozart pisze piękne i długie arie. Inne postacie (Leporello, Zerlina, Masetto) reprezentują farsę – muzycznie dominują tu melodie łatwo wpadające w ucho (aria katalogowa Leporella, serenada Don Juana, duet Don Juana z Zerliną), a ich akcja sceniczna to głównie komedia pomyłek. Sam Don Juan znajduje się niejako „poza” szablonowym stylem, tak samo zresztą jak i postać tragiczna – Komandor. Opera obfituje w tak charakterystyczne dla Mozarta ensemble (duety, tercety aż do finałowego oktetu), sceny chóralne są krótkie i nieistotne. Wspaniała scena balu, kiedy to na scenie pojawiają się 3 orkiestry by zagrać do tańca w trzech metrach, zostaje w Kopenhadze potraktowana bardzo poważnie, bo rzeczywiście grają 3 orkiestry umieszczone na scenie, co daje doskonały efekt stereofoniczny.

1 Leporello (Morten Staugaard) i Don Juan (Palle Knudsen)
2 Scena balowa z Don Juana
Zdjęcia: Camilla Winther

Jeżeli można mieć jakieś zastrzeżenia do reżysera, to te, że szala przedstawienia wyraźnie przechyla się w stronę komedii (a chwilami wręcz niewybrednej farsy), mniej w stronę dramatu. Liczne sceny erotyczne są, niestety, dość często bardzo wulgarne. Raziły mnie np. w samej scenie końcowej, gdy postać Komendanta pojawia się na tle złowieszczego d-mol orkiestry, nie wkraczając przez wrota do komnaty (pokoju hotelowego) Don Juana, lecz wstając z wielkiego łoża, na którym właśnie odbywała się wielka orgia z udziałem sporej ilości statystów (wydaje się, że łatwiej jest dzisiaj zaakceptować rozpustę niż obżarstwo).

Bardzo dobra obsada wokalna: Palle Knudsen jako Don Juan, Sine Bundgaard jako Donna Elwira, Morten Staugaard jako Leporello, pozwoliła również zabłysnąć młodym śpiewakom: wyśmienity młody bas, Nicolai Elsberg (Komendant), oraz studenci szkoły operowej: Tomi Punkeri (Masetto) i Jacob Skov Andersen (Don Ottavio). Do minusów przedstawienia należy zaliczyć dyrygentkę Julie Jones, która zdawała się zupełnie ignorować śpiewaków koncentrując się prawie wyłącznie na orkiestrze.


Eva Maria Jensen

IP 116-117 2022

.

Udostępnij artykuł:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Warto przeczytać

Jarosław Iwaszkiewicz w Danii

– Wybieram się na pewien czas do Danii.

– Do Danii?

Tak. Obiecuję sobie dużo dobrego po tej podróży. Tylko przypadkiem nigdy tam nie dotarłem, choć w ciągu całej młodości byłem tak blisko granicy, a jednak od dawna znałem i kochałem ten kraj. Musiałem odziedziczyć tę skłonność północną po ojcu, gdyż matka moja wolała właściwie bellezzę, o ile wszystko nie było jej obojętne…

Thomas Mann, „Tonio Kröger”

Lolland-Falster

Na południe od Zelandii leżą wyspy Lolland i Falster. Oddzielone wąskim pasmem morskim (Guldborgsund), od dawna połączone mostami, stanowią jakby jedną całość…

5 maja 1945 r. Klintholm Havn

W dniu wyzwolenia Danii spod niemieckiej okupacji, 5 maja 1945 roku, do nabrzeża w małym duńskim porcie Klintholm Havn przybiła barka węglowa „Breslau” z 370 bliskimi śmierci głodowej więźniami niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof.