Prace i walki naszych wychodźców w Danji

Wspomnienia z podróży ks. Ignacego Posadzy do Danii w roku 1927 opublikowane w „Kurierze Poznańskim” 107 (1927), s. 1-2.

Od pierwszej chwili odzyskania własnej państwowości i niepodległości aktualną okazała się sprawa opieki kulturalnej nad skupiskami polskimi istniejącymi poza granicami naszego kraju. Obecnie, gdy z każdym dniem konsoliduje się państwowość polska, sprawa ta wysuwa się nawet na pierwszy plan, jako jedno z najważniejszych zadań, żywo obchodzących nasze społeczeństwo.

Rodaków naszych poza granicami politycznymi państwa liczymy około 8 milionów. Olbrzymia jest to liczba w zestawieniu z ludnością kraju. Ponieważ z 28 milionów ludności polskiej odliczyć należy około 30% na żywioły obce, często wrogie Polsce, przeto owe 8 milionów rodaków naszych zagranicą stanowi ważną pozycję w budżecie narodowościowym polskim. Wprawdzie emigracja polska w Danji nie jest tak liczna jak w innych krajach i wśród naszych terenów emigracyjnych zajmuje jedno z ostatnich miejsc, ale mimo to warto się z nią zapoznać.

Emigranci polscy zaczęli napływać do Danji od r. 1895. Byli to przeważnie robotnicy rolni z Małopolski i Śląska Cieszyńskiego, którzy na zimę wracali znowu do domu. Dopiero, kiedy wojna światowa uniemożliwiła im powrót do kraju, zostali oni w Danji na stałe. Oczywista, gdy wojna się skończyła wyjechała z nich jedna część do kraju, reszta zaś pozostała. Do pozostałych przyłączyli się Polacy, którzy mieszkali w Szlezwiku, a którzy przez plebiscyt zostali oderwani od Niemiec i przyłączeni do Danji. Co do obecnej liczby naszych wychodźców Duńskich, to nie łatwo ją ustalić, ponieważ Polacy mieszkają bardzo rozproszeni. W każdym bądź razie ich około 15 tysięcy.

Najlepiej jeszcze określić ich liczbę na podstawie parafii katolickich i spisu z przystępujących do komunii św. wielkanocnej. Najwięcej Polaków mieszka na wyspach Falster, Lolland i Fionji oraz na południowych Szlezwiku, a największe ich skupienia to Nykoebing, w którym mieszka około 700 Polaków, Maribo z 2.700 Polakami, Nakskov z 1.800 Polakami i Odense, w którym przebywa ich 1.100. Nasi wychodźcy to przede wszystkim robotnicy rolni.

Robotnik duński, żyjący przeważnie w dobrobycie, niechętnie ima się pracy ciężkiej lub mało płatnej, a już najwięcej stroni od uprawy buraków cukrowych, których dużo się tu sadzi. Woli on pobierać zasiłek rządowy i czekać na pracę dobrze płatną, aniżeli pracować na roli. Duńczycy są z robotnika polskiego bardzo zadowoleni. Odznacza się on przede wszystkim zamiłowaniem do pracy rolnej, pilnością i wytrwałością.

Przyzwyczajeni w domu do oszczędności, robotnicy zaoszczędzili sobie poważne sumy, tym więcej, że płace ich są często dobre. To też z chwilą powstania Polski popłynęły poważne sumy ich oszczędności do kraju, by zasilić Skarb Państwa. Byli tacy, którzy wszystkie oszczędności wysłali w tym celu do Polski. Również, gdy nawała bolszewicka zagrażała Ojczyźnie, każdy, kto mógł i co mógł dawał czy to na Czerwony Krzyż, czy też na pożyczkę państwową. Gdy później na wskutek spadku marki polskiej wszystkie te sumy zostały zdewaluowane, wówczas zapanowało tam zrozumiałe rozgoryczenie i niechęć do kraju. Przebolano ten cios i dziś znowu płyną korony duńskie naszych Polaków do kraju, a przysyła ich się rocznie jeden milion, czyli dwa i pół miliona złotych.

W Danji istnieje przymus szkolny, ale o ile się zapewni dziecku naukę poza szkołą, przymus ten ustaje. Skorzystali z tego nasi wychodźcy i założyli parę szkół parafialnych. W szkółkach tych uczą zakonnice. Wśród nich nawet kilka Polek, które uczą po polsku. W trzech takich szkółkach parafialnych, mianowicie w Maribo, Nykoebing i Kopenhadze uczono do r. 1922 wyłącznie po polsku. Od tego czasu w Kopenhadze przestano nauki języka polskiego zupełnie a w Nykoebing częściowo.

W ostatnich miesiącach poprawiła się trochę sytuacja. Do Nakskov została nawet delegowana osobna siostra Polka, która uczy religii, języka, historii i geografii polskiej. Przy tejże szkole ma być też zorganizowana nauka niedzielna dla tych dzieci, które, które daleko mieszkają od miasta i przeto uczęszczają do szkół państwowych. W nauce religii pomaga jej ks. Hendryks, który też nauczył się języka polskiego. Najsprawniej funkcjonuje szkoła w Maribo dzięki poparciu X Klessena, Holendra, który nauczywszy się po polsku, tak pokochał Polaków, że może więcej czuje się Polakiem, aniżeli Holendrem. On to też założył „Muzeum Emigracji Polskiej”. Rozwój tej instytucji jest pomyślny i na przyszłość zapewniony.

W każdym razie za mało dbają wychodźcy o swe szkoły. Na uniewinnienie przytoczyć jedynie można to, że wpisy szkolne są dość wysokie, a po wtóre odległość tych szkół od miejsc zamieszkania. Przeto większa część dzieci polskich pobiera naukę w państwowych szkołach duńskich, przez co narażona jest na wynarodowienie. Konieczną jest rzeczą, by rząd polski wysłał kilku nauczycieli do Danji, jak to był uczynił we Francji, by dopomóc bohaterskim polskim siostrom, które każdą wolną chwilę poświęcają na to, by szerzyć polską oświatę. Za wielki to dla nich ciężar, by same sprostać mogły!

Ks. Ignacy Posadzy

IP 103 2018

Udostępnij artykuł:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Warto przeczytać

Wręczenie nagród im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii za rok 2021.

18 września 2021 r. w Muzeum Emigracji w Gdyni wręczono nagrody im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii. W kategorii „Redakcja medium polonijnego” nagrodę otrzymała redakcja kwartalnika społeczno-kulturalnego „Informator Polski” z Danii za wysoki poziom merytoryczny publikowanych treści. Laudację wygłosił członek jury Jarosław Gugała, Polsat. Nagrodę na ręce redaktora naczelnego „Informatora Polskiego” Romana Śmigielskiego wręczyli: Agnieszka Kapała-Sokalska, członkini zarządu województwa pomorskiego oraz Jarosław Gugała.

Cyprian Kamil Norwid – CHOPINS KLAVER

La musique est une chose étrange! ————- 1
Byron
++++++++++++++++++++++++++++++++++

L’art? … – c’est l’art – et puis, voilà tout. ——– 2
Béranger