Vilhelm Hammershøi: światło, cisza i … hygge

W 2021 roku w Muzeum Narodowym w Poznaniu, a do początku maja 2022 roku w Muzeum Narodowym w Krakowie, można było obejrzeć wystawę "Vilhelm Hammershøi. Światło i cisza". Była to pierwsza tak szeroka prezentacja sztuki skandynawskiej w Polsce, a nawet w tej części Europy. Choć dotyczyła jednego malarza - duńskiego symbolisty Vilhelma Hammershøia - stanowiła doskonałą okazję, by zagłębić się w typowo skandynawski świat prostoty, ładu i melancholii.

Malarstwo związanego z Kopenhagą, żyjącego na przełomie XIX i XX wieku Hammershøia (1864-1916) niekiedy łatwo pomylić ze sztuką współczesną. Obsesyjne wręcz powracanie do tych samych motywów pustych pokoi lub odwróconych tyłem postaci wydaje się bowiem obce malarstwu końca XIX wieku. Jego obrazy poruszają, niepokoją, skłaniają do refleksji, niekiedy wręcz do medytacji. Choć są to „tylko” przedstawienia elegancko urządzonego, mieszczańskiego wnętrza w Kopenhadze, minimalizm i monochromatyzm sprawiają, że dzieła Hammershøia ukazują przedmioty, ale i przestrzeń mistyczną, przepełnioną szczególnym nastrojem.

Światło na palecie
Przechadzając się między salami, moją uwagę zwróciły zwielokrotnione, szarofioletowe kadry. Tu artysta maluje siebie na tle sztalugi i uchylonych drzwi, tam te same drzwi otwierają się na pokój, w którym przy stole siedzi odwrócona kobieta, dalej o podobny mebel opiera się czytający książkę mężczyzna, a czasem pokój jest pusty – widzimy tylko unoszące się w powietrzu pyłki kurzu, wydobyte z cienia przez przenikające okna światło. O twórczości Hammershøia zwykło się mówić, że charakteryzuje je właśnie szczególne światło, że ze względu na dystans i zasłonięcie twarzy postaci obrazy są chłodne. Wrażenie to podkreśla również kolorystyka: szarości, biele, zimne beże, błękity, fiolety. Puste pokoje uwypuklają samotność sporadycznie pojawiających się na w nich postaci, a ich zanurzenie w codziennych czynnościach wzmaga poczucie izolacji, powściągliwości, surowości.

Hygge i jego odcienie
Moim zdaniem jest jednak coś takiego w obrazach duńskiego artysty, co sprawia, że są hyggelige. Hygge to duński autostereotyp, czyli termin-koncept, który uważa się za nieprzetłumaczalny na inne języki i zrozumiały tylko dla samych Duńczyków. Meik Wiking, który przyczynił się do popularyzacji tej „duńskiej recepty na szczęście” książką Hygge. Klucz do szczęścia (2016), pisze, że hygge to „odpowiedni nastrój i coś, czego się doświadcza, a nie rzeczy. To przebywanie z ludźmi, których się kocha. To dom. Poczucie, że jesteśmy bezpieczni, chronieni przed światem, że możemy spokojnie opuścić gardę. Możemy bez końca rozmawiać o wielkich i małych życiowych sprawach, ale możemy też po prostu cieszyć się swoją milczącą obecnością”. Nie wiadomo od jak dawna Duńczycy świadomie żyją hyggeligt, ale słowo to jest bardzo stare i najprawdopodobniej wiele czasu upłynęło, zanim nabrało swojego współczesnego znaczenia. Jeśli jednak jest to koncept „typowo” duński, musi wynikać z tradycji, a te nie mogą być w tym przypadku młodsze niż 100 lat.

W jaki sposób twórczość Hammershøia jest hyggelig? Wiking wspomina ważną rolę domu, poczucia bezpieczeństwa, ochronę przed światem. Podkreśla się, że hygge to schronienie, w którym czujemy się najlepiej. Jeśli patrząc na postaci z obrazów duńskiego mistrza sami się niepokoimy, nie możemy stwierdzić, że one są zaniepokojone, a nawet jakkolwiek wzruszone. Zaabsorbowane własnymi sprawami, nieświadome naszych oczu, swobodnie, w ciszy i powolnie zajmują się prostymi zajęciami. Spokój bijący z tych scen jest bardzo hyggelig. Prosto, ale praktycznie urządzone wnętrza sprzyjają poczuciu hygge, a wiedząc, że malarz przedstawiał przede wszystkim własne mieszkanie, doświadczamy też poczucia swojskości, przytulności.

Co więcej, tajemnicza kobieta bez twarzy to żona malarza, Ida, którą przedstawił z czułością i miłością, a nawet dozą erotyzmu. Samo to, że to właśnie kobieta pojawia się najczęściej na jego obrazach jest także odniesieniem do ówczesnych wartości: dom był królestwem kobiet, to one zajmowały się gospodarstwem, pilnowały dzieci, zapewniały życiową równowagę. Tradycyjnie, kobieta jest opiekunką ogniska domowego, źródłem rodzinnego ciepła. Widać to metaforycznie we wnętrzach Hammershøia: zimne barwy oraz twarde i ciężkie meble stonowane są miękkością odkrytej szyi Idy i cieplejszym kolorem jej ciała.

Choć kompozycje malarza są wyjątkowe na tle innych scen rodzajowych i przedstawień wnętrz w malarstwie tego czasu, należy pamiętać, że są owocem epoki, w której żył artysta. Twórczość Hammershøia jest nie tylko zanurzona w ówczesnych konwenansach, ale też moralnych zasadach luteranizmu, podkreślających cnoty takie jak oszczędność i skrupulatność. Trudno zakładać, że malarz dążył do przedstawienia na swoich obrazach konceptu hygge – w tym czasie społeczeństwo duńskie nie było jeszcze świadome jego istnienia. A jednak obrazy malarza są na wskroś duńskie: odzwierciedlają nie tylko społeczne wartości, ale nawet kapryśną pogodę. Przedstawiane meble i akcesoria to z kolei zapowiedź światowej sławy duńskiego designu, o czym trudno zapomnieć, kiedy dzisiaj patrzy się na te wnętrza. Sami Duńczycy musieli zresztą uznać dzieła Hammershøia za trafną ilustrację „ducha narodu”, skoro były popularne już za życia artysty. Artysta doczekał się grona naśladowców i następców, a obecnie stanowi najważniejszy towar eksportowy Danii w kategorii: malarstwo.

Najwięcej dzieł Vilhelma Hammershøia zobaczymy w Kopenhadze. W stałych ekspozycjach mają je m.in. Statens Museum for Kunst oraz Kolekcja Hirschsprungów. Jego obrazy znajdziemy w wielu muzeach Północy, a także w paryskim Musée d’Orsay, londyńskiej National Gallery i nowojorskim Metropolitan Museum of Art.

Barwne antidotum
Kuratorka wystawy Vilhelm Hammershøi. Światło i cisza – Martyna Łukasiewicz – fenomenalnie wyłuskała istotę i wyjątkowość twórczości malarza: sprowadzone do Polski dzieła to jedne z jego najlepszych prac i najbardziej reprezentatywne dla jego stylu. Świetne zaaranżowana przestrzeń (tak w Poznaniu, jak i Krakowie) odpowiadała nastrojowi obrazów duńskiego symbolisty, a spragnieni dosłownego wejścia w świat Hammershøia mogli zrobić sobie zdjęcie w kąciku urządzonym na wzór jednego z najbardziej rozpoznawalnych obrazów Duńczyka.

Po wystawie pozostały już tylko wspomnienia i pięknie wydany katalog. To wydarzenie ucieszyło mnie nie tylko dlatego, że sztuka Północy wciąż nie leży w orbicie zainteresowań polskich kuratorów i szerszych kręgów publiczności, a zatem był to krok, by zmienić ten stan rzeczy, ale że było ono jednocześnie zaproszeniem do odbycia wirtualnego spaceru po XIX-wiecznej Kopenhadze i zrozumienia ducha duńskiego hygge. Zapewne dla wielu zwiedzających obcowanie z malarstwem Hammershøia okazało się znakomitym sposobem na ukojenie zmysłów w tych trudnych, niespokojnych czasach.
EMILIANA KONOPKA

IP 124-125  2024

O autorce

EMILIANA KONOPKA jest specjalistką ds. kultury, nauki i komunikacji w Ambasadzie Islandii w Warszawie. Ukończyła historię sztuki oraz skandynawistykę, obecnie realizuje studia doktorskie na Uniwersytecie Gdańskim, zajmując się sztuką nordycką przełomu XIX i XX wieku. Jest autorką strony o Islandii Utulę Thule – www.utulethule.pl – oraz mediów społecznościowych o tej samej nazwie, gdzie popularyzuje kulturę islandzką i sztukę Północy. Współpracuje także z Magazynem Skandynawskim „Zew Północy” (www.zewpolnocy.pl), gdzie powyższy artykuł został opublikowany w numerze 41.
Kontakt z autorką: utulethule@gmail.com

Udostępnij artykuł:

Facebook
Twitter

Warto przeczytać

GÓRY POLSKIE W DYDAKTYCE POLONIJNEJ – część 2 KOZIOŁEK W GÓRACH

7 października 2023 r. w ramach trwającego projektu Góry polskie w dydaktyce polonijnej Towarzystwo Krzewienia Oświaty i Kultury Polskiej im. A. Sokólskiego w Danii zorganizowało spotkanie autorskie z pisarką Beatą Sabałą-Zielińską, autorką książek związanych z tematyką górską i ratownictwem oraz warsztaty komiksowe oparte na „Przygodach Koziołka Matołka” Kornela Makuszyńskiego.

„Saul” – oratorium Händla na kopenhaskiej scenie

Raz w roku kopenhaska Opera pozwala publiczności delektować się prawdziwym przysmakiem: barokową operą z udziałem wspaniałego zespołu Concerto Copenhagen. Tym razem był to niecodzienny spektakl, „kupiony” (łącznie z wykonawcą tytułowej roli i wszystkimi rekwizytami), od festiwalu w Glyndebourne, który miał premierę w roku 2015 i od tego czasu gościł na wielu scenach.