„Dni duńskie” w Katowicach

Polskę i Danię dzieli tylko Bałtyk. Pomimo bliskości kraje te jednak rozwijały się inaczej, zarówno jeżeli chodzi o historię, jak i kulturę. Dzisiaj - pomimo geograficznego sąsiedztwa, kraje te pozostały dla siebie obce i nieznane. Muzykę polską nie często grywa się w Danii, nawet znani polscy soliści rzadko się tu pokazują, posłuszni, jak wędrowne ptaki, drogom, które nie prowadzą ich na Północ. Także w Polsce nieczęsto grywa się muzykę duńską. Trzeba dopiero jakiejś poważnej rocznicy i jakiejś odważnej instytucji, aby stało się inaczej.

W zeszłym roku była poważna okazja – był to bowiem rok, w którym czciło się największego duńskiego kompozytora, można nawet zaryzykować epitet „kompozytora narodowego”, Carla Nielsena z okazji 150. rocznicy urodzin. A instytucją, która nie raz już wykazała się pionierskimi inicjatywami, okazała się Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia z siedzibą w Katowicach.

I tak to zorganizowano w NOSPR-ze „Dni Duńskie”, których punktem centralnym był koncert symfoniczny 20 listopada 2015 r., gdzie wykonano IV Symfonię Nielsena, „Nieugaszalną”, pod dyrekcją Domingo Hindoyana, rodem z Wenezueli, lecz z bazą w Genewie i Berlinie. Było to pierwsze wykonanie tej symfonii przez polską orkiestrę radiową.

Obawy moje były spore, bo nie jest to symfonia łatwa, wymaga wiele zarówno od orkiestry, jak od dyrygenta, a i od publiczności. Mając symfonię „w uszach”, znając ją z bardzo wielu duńskich wykonań, z wielu nagrań, z niepokojem oczekiwałam na jej katowickie wykonanie. Wiem, że Nielsen jest przez Polaków uważany za „niezrozumiałego”, „dziwnego”, a symfonia uchodzi za „chaotyczną”. Tymczasem okazało się, że Hindoyan nie tylko dobrze znał, ale też i dobrze „czuł” Nielsena, a swoim entuzjazmem zaraził też i orkiestrę. W rezultacie było to wykonanie doskonałe, dyrygent pieczołowicie wydobył wszystkie niuanse utworu, a świetni muzycy orkiestry (zwłaszcza instrumenty dęte drewniane) podołali trudnościom partytury. Kotły dialogujące ze sobą (a właściwie pojedynkujące się ze sobą) w ostatniej części umieszczono w tyle orkiestry, ale na podwyższeniu, tak że były dobrze słyszalne, choć mogły być jeszcze głośniejsze, gdyż Nielsen życzył sobie, by „zagłuszały orkiestrę”, której z trudem udaje się w końcu przezwyciężyć te siły negatywne (kotły koncentrują się na interwale trytonu, już od średniowiecza zwanego „diabolus in musica”), które one reprezentują.

Była to moja pierwsza wizyta w sali Orkiestry Polskiego Radia, która imponuje swą akustyką oraz bardzo pięknym wystrojem wnętrza. Wykonanie czwartej symfonii Nielsena zakończyło się jak trzeba, tryumfem i podniosłą apoteozą – oraz wielkim aplauzem zarówno publiczności, jak i orkiestry, która wyraźnie bardzo polubiła dyrygenta (nie była to jego pierwsza wizyta w Katowicach, i sądzę, że i nie ostatnia). Kiedy po koncercie gratulowałam mu tak pełnego zrozumienia tej symfonii młody dyrygent odpowiedział, że „nie trzeba być Duńczykiem, aby realizować tą wspaniałą muzykę. Nielsen należy już do całego świata”. Tyle, że nie bardzo do świata muzycznego Polski. W pierwszej części koncertu w dniu 20 listopada zabrzmiała uwertura Leonora II Beethovena i Koncert fortepianowy c-mol (KV 492) Mozarta z Ewą Pobłocką jako solistką.

„Dni duńskie” w NOSPR-ze rozpoczęły się już wcześniej, bo we wtorek 17 listopada, koncertem jazzowym w wykonaniu trębacza Tomasza Dąbrowskiego, od lat zamieszkałego w Danii i grającego z duńskimi muzykami. W ten dzień przywiózł on z sobą do Katowic doskonałego pianistę Jacoba Anderskova oraz saksofonistę (grającego na saksofonie basowym) Svena Dama Menilad i Kaspera Toma na perkusji. Muzycy, występujący pod nazwą Free4arts zaprezentowali jazz tak zwanego „Trzeciego Nurtu”, a więc niełatwy w słuchaniu, bardzo wyrafinowany dźwiękowo i wyraźnie inspirowany estetyką Wschodu. Zaskakującym dla mnie faktem była licznie zgromadzona publiczność – zdanie to dotyczy właściwie wszystkich koncertów tego tygodnia.

Dyrektor naczelny i programowy orkiestry, Joanna Wnuk-Nazarowa potwierdziła moje spostrzeżenia – koncerty cieszą się wielką popularnością, zarówno te klasyczne, jak i jazzowe. Sala kameralna wykorzystana jest na liczne koncerty, przy czym koncerty układają się w serie, przypadające na poszczególne dni tygodnia. Koncerty jazzowe są we wtorki, koncerty młodych talentów w środy, koncerty kameralne członków orkiestry w czwartki. Czasami odbywają się w nowym budynku NOSPR-u dwa różne koncerty równocześnie, i na obu jest publiczność. Na dodatek Katowice wydają się być miastem bardzo rozmuzykowanym – jest tu jeszcze jedna orkiestra (Filharmonia Śląska), są liczne koncerty w Akademii Muzycznej. Być może odgrywa tu rolę fakt, że bilety na koncerty w większości są w bardzo niskiej cenie (patrząc z duńskiego punktu widzenia). Ale i tak imponuje fakt, że ludzie wybierają koncert zamiast siedzenia przed telewizorem. Są to też ludzie w różnym wieku, nie tylko, jak to ma miejsce w Danii, „szare złoto” czyli publiczność 60+, ale też i ludzie w średnim wieku a i bardzo duża ilość młodzieży.

Ale wracając do „Dni Duńskich” – w środę na koncercie kameralnym wystąpił doskonały duński zespół Nordlys (Zorza Polarna) w składzie: Christine Pryn, skrzypce, Viktor Wenesz, klarnet, Øystein Sonstad, wiolonczela i Kristoffer Hyldig, fortepian. Zaprezentowali program „Nielsen 360o”, wpisując jubilata w duński kontekst historyczny: Fantasiestücke na klarnet i fortepian Nielsa W. Gadego (poprzednika Nielsena), Fjeldblomster – trio fortepianowe Rueda Langgaarda (przeciwnika Nielsena), trio na klarnet, wiolonczelę i fortepian następcy Nielsena, Vagna Holmboe, Trio fortepianowe Fini Henrique, rówieśnika i kolegi Carla Nielsena, no i samego Nielsena – wielka II sonata na skrzypce i fortepian op.35. Zespół grał z temperamentem i zaangażowaniem, bardzo chwalił zarówno dobrze odbierającą ich publiczność, jak i świetną akustykę sali koncertowej.

Kameraliści katowiccy przygotowali koncert z dwoma utworami Norwega Trygve Madsena (kwartet na obój, klarnet i fortepian, Hommage a Francis Poulenc, oraz trio na skrzypce, róg i fortepian), utwór Sibeliusa (też tegorocznego jubilata) Łabędź z Tuoneli w wersji na rożek angielski i fortepian oraz – główny utwór wieczoru – Kwintet na instrumenty dęte Nielsena, jedno z najczęściej grywanych i najbardziej lubianych dzieł kompozytora. Maria Grochowska na flecie, Pitor Pyc na oboju/rożku, Roman Widaszek na klarnecie, Tadeusz Tomaszewski na rogu i Marek Barański na fagocie, doskonale wywiązali się z trudnego zadania – kwintet zabrzmiał wyrafinowanie, lekko, a tam, gdzie była tego potrzeba (np. w chorale ostatniej części), dostojnie. Muzycy nagrali ten utwór na CD – i jest to chyba pierwsze polskie nagranie tego dzieła. W koncercie, obok wymienionych muzyków, brali również udział skrzypaczka Kinga Tomaszewska i pianistka Dagmara Niedziela.

Cieszący się wielkim powodzeniem Kwartet Śląski rozpoczął 21 listopada swój doroczny cykl Kwartet Śląski i jego goście, włączając się również w „Dni Duńskie”. Gośćmi kwartetu był tym razem młody kwartet żeński z Wielkiej Brytanii, Jubilee Quartet, zeszłoroczny laureat konkursu na kwartety smyczkowe organizowanego przez Towarzystwo im. Karola Szymanowskiego. Oba kwartety zjednoczyły się w wykonaniu Oktetu F-dur op. 17 Nielsa W. Gade – to nieczęsto grywane dzieło, pełne lekkości, wyrafinowania, napisane „w cieniu Mendelssohna” i ku uczczeniu jego pamięci, wymaga bardzo wiele od muzyków, z których każdy ma swoją oddzielną partię. Zarówno utwór, jak i brawurowe wykonanie podobały się słuchaczom.

W niedzielę 22 listopada „Dni duńskie” kontynuowała Orkiestra Muzyki Nowej pod dyrekcją Szymona Bywalca z duńskim wiolonczelistą Jakubem Kulbergiem jako solistą. Usłyszeliśmy Koncert wiolonczelowy nr. 1, In Between najsłynniejszego współczesnego kompozytora duńskiego, Pera Nørgårda (niestety, chyba ze względu na czas trwania, tylko jego 2. i 3. część), oraz istnie „gwiaździsty” Koncert Wiolonczelowy Finki Kaji Saaraiho (z roku 2006). Koncert Nørgårda zaprezentowano w nowej wersji na orkiestrę kameralną (redukcja dokonana przez Jakoba Kulberga), Saariaho sama napisała swój koncert w dwóch wersjach – symfonicznej i kameralnej. Oba koncerty zrobiły bardzo wielkie wrażenie na słuchaczach – w niedługim czasie ukaże się nagranie tych dzieł, właśnie przez Kulberga i Orkiestrę Muzyki Nowej. Pomiędzy obu koncertami umieszczono krótki utwór Estończyka, Märt-Matis Lilla, Fleeting Dreams. Kompozytor, urodzony w 1975 roku, jest już dzisiaj znany na świecie. Oprócz komponowania zajmuje się filozofią i kulturą dalekiego Wschodu. Fleeting Deams był utworem wykorzystującym przestrojenia dźwięków, efekty perkusyjne na instrumentach smyczkowych. Kompozytor pisze utwory ciche, medytatywne – pasjonuje go pojęcie czasu w muzyce, a tok muzyczny formuje jako fale oddechów o różnej długości.

„Dni duńskie” zakończył 29 listopada koncert chóru Musica Ficta pod dyrekcją kompozytora Bo Holtena. Chór zaprezentował między innymi najbardziej znane i kochane duńskie „pieśni powszechne”. Zajmują one wyjątkową rolę w duńskiej kulturze. Pieśni te, ściśle związane z ruchem oświatowym „Szkół Ludowych” (powstałych na fali narodowego programu upowszechnienia kultury narodowej, którego źródła upatrywać należy w pismach teologa i historyka Grundtviga) są do dzisiaj żywe i obecne w życiu wszystkich Duńczyków. Pieśni, zwane często „folkesange”, nie są wbrew nazwie pochodzenia ludowego. Teksty pisali najwybitniejsi duńscy poeci, a melodie znani kompozytorzy, w tym również Carl Nielsen. Chór Musica Ficta to jeden z najlepszych duńskich chórów. Specjalizuje się w repertuarze prezentującym obok siebie muzykę współczesną i muzykę renesansową. W Katowicach zaśpiewał oprócz duńskich pieśni (Nielsena i Lauba) utwory Clemensa non Papa, Orlanda di Lasso i Luki Marenzia.

„Dni duńskie” to wspaniała inicjatywa NOSPR-u pozwalającą polskiemu słuchaczowi poznać część mało w Polsce znanej duńskiej kultury muzycznej. Zachęcą one – być może – inne polskie instytucje muzyczne do sięgnięcia w przyszłości po duński repertuar.

Eva Maria Jensen

IP 92 2016

Zespół Nordlys: Kristoffer Hyldig, fortepian, Øystein Sonstad, wiolonczela, Christine Pryn, skrzypce i Viktor Wenesz, klarnet (foto: Eva Maria Jensen)

Udostępnij artykuł:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Warto przeczytać

Wręczenie nagród im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii za rok 2021.

18 września 2021 r. w Muzeum Emigracji w Gdyni wręczono nagrody im. Macieja Płażyńskiego dla dziennikarzy i mediów służących Polonii. W kategorii „Redakcja medium polonijnego” nagrodę otrzymała redakcja kwartalnika społeczno-kulturalnego „Informator Polski” z Danii za wysoki poziom merytoryczny publikowanych treści. Laudację wygłosił członek jury Jarosław Gugała, Polsat. Nagrodę na ręce redaktora naczelnego „Informatora Polskiego” Romana Śmigielskiego wręczyli: Agnieszka Kapała-Sokalska, członkini zarządu województwa pomorskiego oraz Jarosław Gugała.

Cyprian Kamil Norwid – CHOPINS KLAVER

La musique est une chose étrange! ————- 1
Byron
++++++++++++++++++++++++++++++++++

L’art? … – c’est l’art – et puis, voilà tout. ——– 2
Béranger